Dzisiaj o dziwnej płycie.
Czy Flamand dyrygujący na sposób HIPowy może pojąć głębię duszy rosyjskiej? Nu może, tylko musi dobrze sięgnąć i mocno trzymać jak powiedziano w Radiu Erewań. A młodsza i ciekawa niemko-japonka grająca muzykę dawną, klasycyzm i parę nowszych rzeczy? Postmodernizm.
Co do muzyki na płycie, lubię Rimskiego-Korsakowa, to drugi po Skriabinie mój rosyjski kompozytor. Jego solidność, może nie jakaś olbrzymia inwencja twórcza ale doskonale napisane rzeczy, ogrom pracy którą wniósł w tworzenie środowiska muzycznego w Rosji, swego rodzaju przezwyciężenie rosyjskich słabości charakteru (które tak dobiły żywot np. Mussorgskiego). W jak dziwnych warunkach oni tworzyli... wszystko przechodziło przez ręce cenzury, przy każdym ministerstwie osobna prokuratura śledzaca ministerstwo, gdzieś pochowana tajna policja śledząca te wszystkie prokuratury, do tego różni czynownicy samodzierżawia i wszechobecne donosy. Kościołem rządzi car, patriarcha jest tylko pionkiem (przywróconym w XIX wieku bo Piotr I usunął i patriarchę samemu wyznaczając dogmaty i określać zasady moralne). Schizofreniczna rzeczywistość, gdzie indziej mógł powstać "Podporucznik Kiże"?.
Wielka uwertura wielkanocna, po ichniemu paschalna. Wielkie prawosławie. Mikołaj Rimski-Korsakow napisał niby precyzyjny poemat programowy. Z jego treścią jest trochę jak z operami Lullyego. Śpiewają: Perseusz, widzimy Ludwika. Opiewają Arkadię widzimy La France. U Rimskiego-Korsakowa orkiestra pięknie śpiewa o święcie a widzimy państwo. Razi skalą i mocą boskości a widzimy cara. No bez pół litra nie wytrzymasz. Korsakow też nie mógł czego dowiódł własnym życiem, tyle że na trzeźwo. Może to był błąd ale jego "Złoty kogucik" pieje do dzisiaj a niczego nie stracił na aktualności.
Chyba coś Flamandczykowi i intrygującej Midori wyszło. Anima Eterna nie rozpływa się w postromantycznym budyniu wielkiej orkiestry symfonicznej o strukturze niemieckiej czy amerykańskiej. Wszystko precyzyjnie, tematy, krystaliczna wyrazistość , zwinność i dynamika. Orkiestra nie tak znowu wielka a dynamika powala - to przewaga szybkości mniejszej skali nad XX-wiecznym monstrum w wielkiej sali. Wychodzi wiele smaczków, jak przemyślnie Korsakow napisał partie dętych, jak one same pięknie wzbogacają barwę brzmienia, jak dzięki precyzji różne sekcje opowiadają o świecie zaczynającym się od granicy z Chinami biegnącym do Witebska i okolic.
W jakiś sposób wykonanie Anima Eterna pod Immerselem z Midori Seiler bywa smutniejsze od duszoszczipatielnie "rosyjsko" brzmiących wykonań wielkich orkiestr XX-wieku. Nie wprost, to nie jest tak wzruszający poemat programowy, tego, nastroje, opium, egzemy, globusy etc. Ta przejrzystość i mówienie wprost odkrywa przed nami Rosję bez leków znieczulających jasno pokazując że to nie Europa. Ciekawa, bywa że robiąca wrażenie, wielka ale jakaś prowizoryczna a pod warstwą odrzuconych poematów wyłazi dramat. W tym zawsze pisarze mieli tam co robić... Czy człowiek zasługuje na taki los? A ma tam inne wyjście?
"Wielka Pascha Rosyjska". To jest największa wygrana Immerseela i Seiler oraz zespołu. To także wygrana Rimskiego-Korsakowa. Jego programowość jest podstępna, to tak jak z czytaniem wielu opowiadań Lema. Niby s-f a widać tam tyle rzeczy z tak bliskich miejsc i niedalekich czasów...
Szeherezada - jakoś zawsze mniej tam widziałem orientu właściwego, owszem, sporo "stylowej" frazeologii ale zawsze to była dla mnie jakaś opowieść o Rosji, o ludziach większych i tych najmniejszych. Jej bogactwo orkiestracji i możliwości interpretacji zostało przez Immerseela pięknie wykorzystane. Z 200-stronowej niezłej beletrystyki stworzył 400-stronicową naprawdę dobrą i bogatą a nienurzącą powieść.
Borodin wypadł gorzej. Nie tak dopracowane kompozycje, niezłe ale wychodzi dość prosta programowość, bez drugiego dna. Ładne poematy, jelenie na rykowisku, nastrojowe. Takie puste a dopracowane przez akademistów panoramy. Wykonanie daje jednak pewien spokój, jasne i oczywiste, nieprzemęczone prowadzenie tematów wraz z całą oprawą (trudno to nazwać prawidłową kompozycją, nawet Carlo Broschi przewrócił by się w grobie). Oczywiste jak Tatar na bachmacie w stepie. Jakość nagrania jak często w Zig-Zag jest wysoka, na prawidłowo dobranym sprzęcie hi-fi słychać tyle dobrego, sądzę że lokalna orkiestra ze swoimi instrumentami i możliwościami nigdy nie da mi tak bogatej opowieści.
Najwięcej poruszającego wkładu nie tkwi w samej strukturze muzyki tylko w zrozumieniu i literaturze z tym związanej. A gdzie muzyka? Rosyjska komedia to dramat. Tragedia to obyczaj, a dramat jest komedią. Utwór muzyczny jest literaturą, poemat liryczny jest jak symfonia. No bez pół litra...
Płyta o której kolejny już akapit bełkoczę jest biletem w podróż. Może doprowadzić w różne miejsca w zależności od tego jaki przewodnik mamy w głowie. Nie sądziłem że zrobi na mnie takie wrażenie. Ja piszę staaanowczo gorszą i nudniejszą literaturę co widać powyżej. Polecam.
http://www.zigzag-territoires.com/artic ... 98&lang=en


